Na końcu białego patyka jest kosz…

Niekiedy wskazówki terenowe i kierunkowe, jakie dają mi przechodnie, wprawiają mnie, najdelikatniej mówiąc, w zdumienie. Ze dwa dni temu na białej lasce okręcił mi się dość obrzydliwy foliowy worek. Musiałam go zdjąć i trzymałam w dwóch palcach z obrzydzeniem. Zapytałam przechodzącej kobiety, gdzie jest kosz, bo nie miałam zamiaru tego paskudztwa nieść do domu. Kobieta odpowiedziała mi: „Na końcu białego kija jest kosz…. Tylko jeszcze ze 100 metrów dalej”. W pierwszej chwili nie załapałam, ale po sekundzie zrozumiałam, że po prostu mam iść przed siebie i za jakieś 100 metrów ten kosz będzie. Oczywiście  w końcu wymacałam go laską i paskudztwo wywaliłam, ale inwencja ludzka nie ma granic.

Reklamy
Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Absurdalny sen o projektach

Dziś śniło mi się, że w jednej z instytucji, która przyznaje dofinansowania organizacjom pozarządowym na realizację projektów, powstała specjalna, acz niezwykła komórka. Miała sie ona zajmować niczym więcej jak tylko wyśmiewaniem projektów. Odbywało sie to tak, że jeśli projekt został pozytywnie zaopiniowany, jako warunek otrzymania jakiejkolwiek dotacji musiał jeszcze przejść przez wyśmiewanie. Przedstawiciel organizacji wchodził do dużej sali, stawał na pustym środku i zaczynał czytać projekt. Przez cały czas od strony wszystkich ścian rozlegał się drwiący, okropny, rechotliwy śmiech. Jeśli czytający dotrwał, tzn. doczytał wniosek do końca, organizacja dostawała dotację, jeśli nie – projekt upadał i nie mógł być realizowany. Pamiętam jeszcze, że śmiechy były tak natrętne i przeszkadzające, że wcale nie było łatwo czytać bez przerwy.

Opublikowano Dzień za dniem | 1 komentarz

Pani idzie…. czyli apel do psiarzy

Już niejeden raz przytrafiła mi sie mniej więcej taka sytuacja. Prowadzi mnie Bryś i jest oczywiście w szorkach. Obok mnie stoi ktoś, kto nie do końca panuje nad swoim psem – pies szczeka, a mój Bryś jest rozproszony. Wtedy bardzo często taka osoba zamiast posłuchać moich próśb i odejść, stoi i mówi: „pani idzie….”. Czasem jeszcze taki ktoś próbuje swojego psa opanować, a czasem po prostu stoi. Zdarza się też, że takie osoby mówią, że to mój pies powinien być tak wyszkolony, żeby kompletnie zignorować „zaczepiacza”. Oczywiście, przewodniki są tego uczone, ale czasem zaczepianie bywa zbyt natarczywe i pokusa zbyt silna.

Nie, drodzy psiarze. To wy odejdźcie jak najszybciej, bo Wam jest łatwiej. Pomyślcie, jakbyście się czuli, gdybyście nic nie widzieli, a prowadzący Was przewodnik rozglądał się, odwracał, itd. Ja w takiej sytuacji czuję się na tyle niepewnie, że łatwiej mi jest stanąć i poczekać, aż zaczepiacz sobie pójdzie.

A dlaczego o tym piszę? A, no dlatego, że wczoraj zdarzyła mi się taka sytuacja w okolicy skrzyżowania dwóch ruchliwych ulic, a mianowicie Młynarskiej i Górczewskiej i istniała obawa, że zamiast spokojnie przejść przez jedną ulicę, pójdę np. na ukos przez obie na raz.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Pies w sypialni wycisza…

Dziś w Polskim Radiu mówiono o tym, co wpływa na dobry sen. Powiedziano m.in., że pies w sypialni wycisza i sprawia, że się lepiej śpi. Oczywiście ten pies nie ma być w łóżku, ale pod łóżkiem bądź obok. Muszę powiedzieć, że coś w tym jest. Ja lubię to, że ze mną w pokoju śpi pies. Kiedy jest spokojny i równo oddycha, a jeszcze lepiej – chrapie, to jest to rzeczywiście uspokajające. I jeszcze daje taką świadomość, że ktoś w najbliższym otoczeniu żyje. Druga strona medalu jest taka, że kiedy pies jest niespokojny, kręci się i chodzi, słyszę to i zaczynam się bać, że coś mu jest. Jednak znacznie częściej rzeczywiście daje spokój i poczucie bezpieczeństwa.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

To chyba jest pożar

Nie, nie, to nie jest żadna metafora. Zdaje mi się, że w pobliżu mojego bloku paliło się. Z mojej perspektywy wyglądało to tak: najpierw zaczęło śmierdzieć dymem, coraz bardziej i bardziej. Potem rozległy się sygnały takie, jak karetek pogotowia. Pewnie to była straż. Zamilkły te sygnały bardzo blisko. Potem przez jakieś 10 minut słychać było pracę dużego silnika, który wyraźnie nie służył do jazdy: nie przemieszczał się wcale i jakby coś tłoczył. Od czasu do czasu na tle tego silnika rozlegały się jakieś okrzyki i cichszy szum, chyba lejącej się wody. Zapach dymu wzmagał się, aż zaczęło mnie w nosie kręcić. Zamknęłam uchylone okna, a po chwili ucichł ten duży silnik.

Ciekawe, co to się stało. Mam nadzieję, że nie spalił się nikomu dom i że nikomu nic się nie stało.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Niewidomi noszą psa przewodnika…

Dzień dobryś wszystkim,

Dziś byliśmy z Asią w szkole na zajęciach. Dzieci były miłe, mądre i chętne do współpracy. Gdy Asia zapytała:

  • Jak niewidomi mogą chodzić po ulicy?
  • Padła następująca odpowiedź:
  • – Mają białą laskę albo noszą psa przewodnika.
    • No, no, troszkę się przeraziłem, bo przy mojej słusznej wadze 30kg marny los Asi, gdyby miała mnie nosić. Poza tym, ciekawe, jak miałbym ją prowadzić? Czego to dzieci nie wymyślą!
  • Merdam przyjaźnie –
    • Bryś, który jednak chodzi po ziemi
Opublikowano Zejdźmy na psy | Dodaj komentarz

2 października to dzień przełomowy

Jakoś tak się składa, że 2 października bywa dniem przełomowym w moim życiu, tylko musi być jeszcze spełniony jeden warunek. Ten 2 października ma wypadać w poniedziałek. No, to już wiecie, dlaczego akurat dziś o tym piszę. Dwadzieścia dwa lata temu był to pierwszy dzień moich studiów, a siedemnaście lat temu – pierwszy dzień pierwszej pracy. Ten dzisiejszy przełomowy nie będzie, chyba że się jeszcze coś wydarzy. W sumie pare godzin zostało. Zapomniałam, że 2 października w poniedziałek był jeszcze w 2006 roku, ale wtedy żadnego przełomu sobie nie przypominam.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz