Miałem zaszczyt…

Witajcie,

W ciągu ostatnich kilku dni spotyka mnie zaszczytna, choć dla mnie średnio przyjemna funkcja. A mianowicie w ramach szkolenia, na którym jestem z Asią, pokazuję osobom myślącym o posiadaniu psa przewodnika w jaki sposób prowadzę, to znaczy pomagam. Dla mnie to dość trudne i wiem, że dla tych ludzi też, więc staram się być uważny, spokojny i precyzyjny, żeby nikogo w nic nie prowadzić. Wiem, że niektórych przekonałem do siebie, a innych nie, a ściślej mówiąc, nie do siebie przekonywałem, tylko do idei poruszania się z psem.

Asia natomiast w tym czasie opowiadała o blaskach i cieniach życia z psem. Wiem, że opowiadała jak miło się ze mną bawić, ale też, jakie to smutne i trudne, kiedy choruję, a leczenie przebiega powoli i z komplikacjami, jak to miało miejsce w przypadku moich nieszczęsnych wyrwanych pazurków.

Na szczęście na szkoleniu mam też swoje chwile przyjemności: biegam z drugim psem przewodnikiem i bawię się z nim. To jest wspaniałe!

Ciekawe, czy któraś z będących tu osób będzie pracować z jakimś moim młodszym kolegą i czy będzie z tego tak zadowolona, jak Asia jest z pracy ze mną.

Merdam przyjaźnie,

Bryś

Opublikowano Zejdźmy na psy | Dodaj komentarz

Nie zostanę koneserem sztuki

Witajcie,

Minął już jakiś  czas od mojego ostatniego wpisu. Wiecie, jak to jest… Wakacje, upały i te sprawy. Teraz zrobiło się chłodniej, więc i pisać też się chce.

Wczoraj mieliśmy z Asią bardzo ciekawy i wspaniały, choć intensywny dzień.

Nie trudno się domyślić, że nie zawsze te same rzeczy interesowały Asię, co mnie.

Ale do rzeczy. Rano zrobiliśmy sobie wspaniały spacer z Asią i jej koleżanką. Wykazałem się profesjonalizmem, bo prowadziłem obie dziewczyny i bez strat się obyło.

Potem Asia pojechała do swojej drugiej koleżanki, którą znam i lubię. Bardzo miło tam było – oboje z Asią tak uważamy.

A teraz zaczynają się różnice, bo następnym naszym miejscem tego intensywnego dnia była wystawa o Titanicu. Titanic to taki ogromny statek, który wypłynął w pierwszy rejs i zatonął, choć podobno miał być praktycznie niezatapialny. Asia mówi, że wszystko, co usłyszała i czego zdołała dotknąć, bardzo ją zainteresowało. Ja natomiast czułem się dość znudzony. Najwidoczniej nigdy nie będę koneserem sztuki…

Później natomiast przyszedł czas na mój raj. Razem z koleżanką Asi i sympatycznym pudlem Eto pojechaliśmy na psi wybieg. Tam dopiero się działo!!! Eto był bardzo chętny do zabawy i radosnym rundkom nie było końca. Tylko Asia i Monika nie bardzo się cieszyły, ponieważ biegając, obsypywaliśmy je dość obficie piachem. Zresztą nasza czystość też pozostawiała wiele do życzenia.

Wróciliśmy do domu i szybko pogrążyliśmy się z Asią w zasłużonym śnie.

To był naprawdę miły dzień!

Merdam przyjaźnie –

Bryś, który nie zna się na sztuce

Opublikowano Zejdźmy na psy | Dodaj komentarz

Rzeczywiście można kogoś ściągnąć myślami

Nie dalej jak przedwczoraj rozmawiałyśmy z koleżanką z pracy o takiej jednej naszej (właściwie bardziej mojej) znajomej. Owszem, mam z tą osobą kontakt, ale ostatnio dość rzadko. Nie rozmawiałyśmy pewnie ponad pół roku. I wyobraźcie sobie, że akurat dziś – w dwa dni po tym, jak o niej rozmawiałyśmy – odezwała się do mnie. Miło ją było usłyszeć po takim czasie.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Wiem, że tarasuję przejście, ale…

Wczoraj wracałam z pracy i nie usiadłam w autobusie, bo nie było wolnych miejsc blisko. Stałam więc i trzymałam się rurki przy drzwiach. Tarasowalam przejście razem z psem, o czym dobrze wiedziałam, ale co miałam zrobić

Na pewno było widać, że ledwo stoję i trzymam się z całej siły. Wtedy pewien pan, wyglądający na zupełnie sprawnego, wyskoczył do mnie z buzią, że jak on ma przejść. Na pewno mógł iść do innych drzwi, więc po co się wkurzał. To, że się nie odsuwam z przejścia, nie znaczy, że nie wiem, że mogę przeszkadzać. Czasami jednak nie mam wyjścia.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Coś dziwnego dzieje się z wordpressem

Nie wiem, o co dokładnie chodzi, ale wordpress coś ostatnio wygląda inaczej. Pojawia się dziwny (przynajmniej dla mnie) formularz szybkiego wpisu, którego wcześniej nie było widać.

Wielokrotnie już pisałam na tym blogu, że denerwuje mnie tendencja ulepszania różnych aplikacji i stron internetowych, w sposób, który czyni je niedostępnymi dla nas – niewidomych.

WordPressa jeszcze jakoś ogarniam, ale to całkiem możliwe, że kiedyś przestanę.

Póki co korzystam i piszę.

Opublikowano Przemyślenia | Dodaj komentarz

Bajeczne chwile z Bajeczką

Witajcie,

Asia pisała o swoim urlopie, więc i ja o swoim napiszę.

Niestety, nie mogłem pojechać z nią do Sanoka, bo tam jest starszy i chory pies, z którym nie wiadomo, czy byśmy się zgodzili, a izolowanie nas od siebie jest zbyt absorbujące dla wszystkich wokół.

Zostałem więc z Asi rodzicami. Oczywiście tęskniłem, ale zdarzyły się też bajeczne chwile.

Razem z rodzicami Asi pojechałem na działkę, a tam ich sąsiad ma dwuletnią labradorkę Bajkę, która jest bardzo wesoła i chętna do zabawy. Nie powiem, poszaleliśmy razem, choć muszę przyznać, że Baja zdradza pierwsze oznaki otyłości, więc ja robiłem rundkę za rundką, a ona czekała i dołączała do zabawy, kiedy byłem blisko. Jednak mój szlachetny zawód sprawia, że mam kondycję jak się patrzy. W sumie było tak miło, że nawet nie żałowałem, że nie wypuszczono mnie z podwórka, choć czułem wodę w okolicy.

Merdam przyjaźnie –

Bryś nieco zregenerowany

Opublikowano Zejdźmy na psy | Dodaj komentarz

O moim urlopie

Urlop miałam krótki – razem z weekendem 5 dni, ale to był super czas. Spędziłam go w moim drugim domu, czyli u przyjaciół w Sanoku. Powiem Wam, że nie trzeba jechać na Hawaje. Pogoda była wspaniała, drzewa w ogrodzie szumiały i hamak się znalazł, a w tym hamaku leżałam sobie jak w kokonie i bujałam się relaksowo.

Poza tym trochę urzędowałam w kuchni, tzn. kroiłam sałatkę jarzynową i robiłam różne inne rzeczy. A przede wszystkim spędzałam czas z kochanymi ludźmi. Uśmiałam się jak zwykle.

Ponieważ wiem, że przynajmniej jedna osoba z Waszej rodziny czyta ten blog, a może tego bloga, to bardzo bardzo Wam dziękuję. Potrzebne mi był ten czas. Oby nie musiał aż na rok wystarczać.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz