Tu się siedzi…

Dziś rano byłem bardzo zdziwiony, bo Asia wstała naprawdę wcześnie. Było zupełnie ciemno i padał wielki deszcz. Na szczęście deszcz padać przestał, a poranne wstawanie okazało się mieć bardzo miłą przyczynę. O godzinie 06:15 mieliśmy Polskiegobusa do mojego ulubionego psiego raju, czyli do rodziców Asi.

Żeby zdążyć, wyszliśmy z domu już o 05:00, a to i tak było na styk, bo od nas na Wilanowską jest kawałek, a jeszcze mój spacerek należy uwzględnić. Śpieszyliśmy się więc w metrze na pl. Bankowym. W pewnym momencie musieliśmy zejść z takich trzech schodków. Wtedy odmówiłem pójścia po tych schodach, bo zobaczyłem, że ktoś na nich siedzi. Niestety, jedyne, co mogłem Asi przekazać swoim zachowaniem, to komunikat, że coś nie jest tak jak zwykle. Z tego pośpiechu nie wpadliśmy na to, że można przejść na lewo i zejść ze schodów. Asia myślała, zresztą, że schody są zamknięte, może remontowane albo coś. Jednak próbowała ustalić, o co chodzi. Dlatego zapytała głośno i wyraźnie: „Przepraszam, a co tu się dzieje”? Na co usłyszała męski głos mówiący z dołu: „Tu się siedzi”. Na to Asia z lekkim rozbawieniem: „To niech się wstanie, bo musimy przejść”. A potem znów tamten głos: „Już się wstało”. W tym momencie ja ruszyłem do przodu, a Asia ładnie podziękowała.

Merdam przyjaźnie –

Bryś, który nie lubi lądować ludziom na plecach

Opublikowano Zejdźmy na psy | 4 komentarzy

Wstałam dziś długo przed wschodem słońca

Właśnien radio uświadomiło mi, że wstałam dziś przed wschodem słońca, i to bardzo długo przed tym wschodem. Słońce wzeszło dziś (przynajmniej w Warszawie) o 05:01, a ja obudziłam się o 03:15 i było po spaniu.

Co prawda nie wiem, czy ktoś to słońce widział o wschodzie, bo właśnie po 05:00 rozpadało się beznadziejnie.

Ja w każdym razie słońca nie widziałam.

Przynajmniej jednak taki pożytek z tego wczesnego wstawania, że posprzątałam trochę i pranie nastawiłam. Spokojnie zdąży się wyprać, zanim wyjdę, bo mam do pracy na 11:00.

Miałam w planach, żeby się wyspać, ale nic z tego.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Jak samotny ogórek…

Niestety, podczas ostatnich mistrzostw w piłce nożnej, czyli Euro 2016, Tomasz Zimoch nie komentował już meczów. Szkoda wielka, bo jego niesamowite porównania budowały świetną atmosferę, a czasem nawet rozśmieszały do łez. Teraz Tomasz Zimoch reklamuje produkty Lidla. Reklamy oczywiście przypominają mecze: „drużyna, jak kiść winogron, trener, jak samotny ogórek”. Nawet to śmieszne, tylko szkoda takiego talentu dla reklamowania produktów, które i tak ludzie kupią, bo coś jeść muszą.

Opublikowano Przemyślenia | 3 komentarzy

Ale pani dobrze widzi…

Wczoraj miało miejsce dość śmieszne zdarzenie. Wracałam przez osiedle z wieczornego spaceru z Brylantem, gdy zaczął ze mną dyskutować jakiś taki niekoniecznie trzeźwy osobnik. Trochę mnie zirytował, bo twierdził, że jego psy są lepszymi przewodnikami niż mój, bo on przecież nie prowadzi tylko chodzi po trawie. Nie chciało mi sie tłumaczyć, więc powiedziałam tylko, że teraz on jest na spacerze i ja go prowadzę. Coś tam ten gość gada i idzie za mną. Doszłam do takiego miejsca, o którym wiem, że jest tam rowek, a w rowku długo trzyma się woda po deszczach. Wymacałam laską brzeg tego rowka, oparłam się na niej jak na kijku nordick walking i eleganckim długim krokiem ominęłam tę wodę. Na to pijaczek: „Ale pani dobrze widzi”.

Ludzie myślą, że tylko wzrok daje sensowne i przydatne informacje i że jak się nie widzi, to już niczego nie można zauważyć.  Na pewno też ten facet był przekonany, że nie zauważyłam, że jest pijany… A figę!

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Na Górczewskiej nie wszyscy się zatrzymali

Dziś jest rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego i tutaj wyjaśnię tym, którzy to zauważą, że napisałam tę nazwę wielką literą, choć wydarzenia historyczne powinno się pisać od małych. Napisałam wielkimi przez szacunek, a coś takiego jest jak najbardziej dopuszczalne.

Jednak nie tylko przez wielkie litery można okazać szacunek. Można zatrzymać się o 17:00, kiedy wyją syreny. Wracałam wtedy pieszo ulicą Górczewską od al. Prymasa Tysiąclecia do Płockiej. Większość ludzi i samochodów sie zatrzymała, ale pewna część jednak nie. Chcę wierzyć, że nie mogli sie zatrzymać, bo aż trudno pomyśleć, że kogoś mogłoby to zwyczajnie nie obchodzić, a pewnie i takich wielu było.

Z tego, co wyczytałam z różnych powstańczych wspomnień, to właśnie tą drogą, czyli ul. Górczewską (tyle, że w przeciwną stronę, niż ja szłam) pędzono ludzi ze szpitala Wolskiego i rozstrzelano ich przy dzisiejszej Prymasa. Jest tam nawet pomnik. A szpital Wolski to nie był wtedy ten, co teraz, czyli na Kasprzaka, tylko był to ten szpital na Płockiej, czyli obecny Instytut Chorób Płuc czy jakoś tak.

Ja sobie chodze tą drogą ot tak, a ci biedni ludzie.. To była ich ostatnia droga.

Opublikowano Przemyślenia | Dodaj komentarz

Podwójny pies

Witajcie,

Dawno już nie merdałem do Was przyjaźnie, bo upały, deszcze i w ogóle ta zmienna pogoda odbiera mi natchnienie.

Dziś jednak muszę Wam coś śmiesznego opowiedzieć. Idziemy sobie z Asią po naszym spacerniaku, a z przeciwnej strony nadchodzi mama z małą dziewczynką. W pewnym momencie ta dziewczynka wykrzykuje w moją stronę: „O, zobacz, mamusiu, podwójny pies”!

„Jak to podwójny”? – Parsknęła śmiechem Asia.

„Tak, tak, podwójny” – odpowiedziała mała Bystrzacha. „Tu na osiedlu jest drugi taki sam”.

Wiem, że dla Asi jestem jedyny w swoim rodzaju, ale to ciekawe usłyszeć, że ma się swojego sobowtóra. Zresztą to na pewno nie tak. Często ludziom się wydaje, że wszystkie biszkoptowe labradory są takie same i wystarczy ogólny jasny kolor, żeby uznać psy za identyczne. Tak jest w przypadku dorosłych, a co dopiero dziwić się dzieciom.

Merdam przyjaźnie,

Jedyny i Niepowtarzalny – choć podwójny – Brylancik

Opublikowano Zejdźmy na psy | 2 komentarzy

Ale miałam szczęście…

Ponieważ dziś jest sobota i zasadniczo jestem w domu, postanowiłam przewietrzyć pościel na balkonie. Wystawiłam więc suszarkę do prania i ułożyłam na niej pościel. Suszyła się w najlepsze – wiaterek na nią przyjemnie wiał, wszystko super po prostu. W pewnym momencie, gdy czytałam interesujący wpis mojej koleżanki blogerki, usłyszałam podejrzany szum. Po dwóch przeczytanych zdaniach stwierdziłam, że lepiej przerwać i zobaczyć co i jak, bo mi pościel zmoknie. Rzeczywiście zaczynało padać. Zabrałam więc pościel – jeszcze suchą. Wyniosłam ją tylko do drugiego pokoju, bo nie chciało mi się jej chować. Gdy wróciłam na balkon, cała suszarka była już kompletnie mokra. Miałam więc niesamowite  szczęście, bo suszenie pościeli to spory kłopot.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz