Dlaczego nie lubię śniegu

Często zimą słyszę na ulicy: „Pani uważa, bo jest ślisko”. Oczywiście to, że jest ślisko, nie ułatwia mi życia, ale bardzo często ślizgawka nie jest najgorszą rzeczą w zimę. Ludzie nie rozumieją, że jak napada dużo śniegu, to nie widać krawężników, różnic między chodnikami, a trawnikami, zmian podłoża i tak dalej. Kiedy śnieg jest już ubity, robi się trochę łatwiej, ale tak bezpośrednio po dużych opadach, to… coś okropnego po prostu. , w takich sytuacjach traci się jedno z podstawowych źródeł informacji o przestrzeni, bo człowiek widzący, jeśli nawet trochę zejdzie z chodnika na trawnik, to zauważy drzewa i się ogarnie, a do celu dojdzie nawet na przełaj, bo widzi całe otoczenie, budynki i tak dalej, więc tak czy siak się odnajdzie.

Dlatego jeszcze za PRL-u słyszałam takie powiedzonko,że śnieg to biały wróg socjalizmu i niewidomych.

 

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Ty labrador nie nadajesz się na psa przewodnika

Wczoraj podczas porannego spaceru usłyszeliśmy z Asią te właśnie słowa. Wypowiedziała je autorytatywnie jakaś pani, która zobaczyła mnie na fleksi i uznała, że w ten sposób pracuję. Cóż, ludzie myślą, że pies przewodnik pracuje zawsze i nigdy nie ma prawa pofolgować swojej psiej naturze. Nic bardziej mylnego. Pracuję w uprzęży i wtedy na serio pomagam, a gdy jestem na długiej smyczy, mam wolne. Wiem, że gdyby moja pomoc była taka, jak podczas spaceru na fleksi, to nie byłaby pomocą.

Tak czy siak poczułem się głęboko dotknięty w swoim profesjonalizmie.

Merdam przyjaźnie –

Bryś – jednak porządny przewodnik

Opublikowano Zejdźmy na psy | Dodaj komentarz

Nic się nie stanie, jak dziecko pieska pogłaszcze…

Zwykle nie lubię kłócić się z ludźmi i raczej wolę informować i tłumaczyć, niż się denerwować, ale wczoraj zwątpiłam.

Jechałam tramwajem i wsiadła mamuśka z sześciolatką. Oczywiście dziewczynka od razu wyciągnęła rękę i zaczęła głaskać psa. Wtedy ja i jeszcze jedna pani zaczęłyśmy tłumaczyć, że nie wolno, że pies się rozprasza, że pracuje, i tak dalej. Wtedy mamuśka na to, że przecież dziecko nie wie, i nic się nie stanie jak pieska pogłaszcze, bo jest małe. Ja znowu do niej, że teraz już wie i niech nie głaszcze, i że młodsze dzieci rozumieją, że nie można. A ona swoje. Przez cały czas powtarzała dziecku, że przecież nic się nie stało i nic się nie stanie, jak będzie pieska głaskać, bo wszyscy w tej Polsce robią z niczego problemy. Ja jej wypaliłam, że wszyscy to zaczepiają psy i nie rozumieją specyfiki ich pracy. Jak wysiadałam, to mamusia nadal powtarzała dziecku, że przecież nic się nie stało, a pewnie, jak wysiadłam, to była dalsza część, tzn. coś w stylu: „Ta pani jest głupia, ślepa, sfrustrowana i dlatego czepia się biednej dziewczynki”.

Zwykle nie robię afery, jeśli ktoś raz pogłaszcze psa, bo nie wiedział, a potem za to przeprosi i rozumie sytuację. Jednak jeśli ktoś tak uparcie wie swoje, a w domyśle uważa, że ta … nie ma nic do powiedzenia, to już jest gorzej.

Opublikowano Dzień za dniem | 1 komentarz

Chyba się zacznie wielkie zamieszanie

Zamieszanie już się zaczęło, ale mnie osobiście jeszcze nie dało się we znaki. Chodzi mi o zamknięcie części ulic na Woli i Bemowie w związku z budową II linii metra. Już wiem, że 136 będzie jeździć inaczej. W stronę Natolina nie będzie skręcać z Płockiej w Górczewską, ale pojedzie prosto Płocką i skręci w prawo  o dwa duże skrzyżowania dalej, czyli w Kasprzaka. To jednak jeszcze nic. Chyba stracę ze swojej okolicy tak poręczny autobus, jak 109, który zawsze był jakąś alternatywą w dojazdach na Uniwersytet, kiedy zwiało mi 102.

O innych zmianach na razie pojęcia nie mam i nie wiem, w jakim stopniu będą mi osobiście utrudniać życie. Pewnie stopniowo będę tu opisywać, kiedy się przekonam, co i jak. Póki co ciekawi mnie czy będzie można pokonywać pieszo  odcinek Górczewskiej między al. Prymasa Tysiąclecia a Płocką. To jedna z moich fajnych dróg z pracy i szkoda będzie mi ją stracić.

Dziś miałam zajęcia w Instytucie Lingwistyki Stosowanej, czyli koło BUW-u. Mam stamtąd autobus 105, którym dojechałam bez przeszkód do szpitala Wolskiego na Kasprzaka. Jednak dalej już poszłam pieszo, bo nie miałam pojęcia, czy tam jeździ 109, a nawet, gdyby jeździł, to pewnie teraz miałabym od niego daleko do domu.

Przyzwyczaję się pewnie, bo do wszystkiego człowiek przywyknie, ale na razie czuję się trochę zdezorientowana.

Opublikowano Dzień za dniem | 2 komentarzy

Czy przyjedziesz na Ursusie – czyli o kaprysach nowoczesnych technologii

Pytał się mnie dziś kolega, czy przyjadę na Ursynów, ale że chyba dyktował tego maila, napisało się: „Czy przyjedziesz na Ursusie”? Od razu dostałam ataku śmiechu, bo miałam  wizję siebie usadowionej na wielkim traktorze marki Ursus z Brysiem jako kierowcą. Wprawdzie autobusem 136 jedzie się ode mnie na Ursynów dobrą godzinę, ale traktorem byłoby jeszcze dłużej. Już widzę, jak olbrzymie i niemrawe traktorzysko pełznie przez korki, a w końcu grzęźnie na środku jakiejś ulicy.

Jednak podobno Ursus robi też kosiarki, a to znacznie zgrabniejsze urządzenie, więc może na kosiarce dałoby się jakoś pomykać.

 

Opublikowano Dzień za dniem | 2 komentarzy

O ryżu z jabłkami, który pachniał na darmo

Jestem teraz u rodziców. W piątek na obiad miał być ryż z jabłkami, właściwie to już nawet był i pachniał wspaniale, ale niestety na próżno. Tata niósł z kuchni duże ciężkie, a przede wszystkim bardzo gorące naczynie żaroodporne z ryżem. Niestety, upuścił je, a cała wspaniała zawartość wylądowała na podłodze razem z mnóstwem szkieł z rozbitego naczynia. Ryż wprawdzie pięknie roztoczył swój zapach, ale co z tego😦

Na obiad zjedliśmy barszcz z jajkiem – też dobry, ale… Ryż to nie był. I po co on tak pięknie pachniał?

Opublikowano Dzień za dniem | 1 komentarz

Bomba zegarowa rozbrojona, czyli opowieści o prądzie ciąg dalszy

Tak, tak, wczoraj czułam się jak na bombie z powodu zepsutej instalacji. Dziś bomba została rozbrojona. Po naprawie pan Mirek – elektryk – przetestował nawet piekarnik. Wszystko działa, tylko muszę uważać, żeby przy włączonym piekarniku nie używać innych urządzeń o dużym poborze mocy.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz