Dla jednych dostosowane, a dla innych nie…

Budynek sanatorium, w którym jestem, posiada jakie takie dostosowania dla niepełnosprawnych ruchowo, choć też pozostawiają wiele do życzenia. Na przykład winda, która zwozi na stołówkę w bloku A, jest mała i jeszcze ma ciężkie drzwi zewnętrzne, a wewnętrzne otwierają się do środka. Wózkowiczowi byłoby ciężko poradzić sobie samodzielnie. O dostosowaniach dla niewidomych nawet marzyć nie ma co. Tylko jedna winda na 5 (a może więcej) ma podpisane guziki w brajlu i druku wypukłym.

Łazienki są dostosowane dla niepełnosprawnych ruchowo, tzn. mają takie prysznice bez brodzika i to jest właśnie to dostosowanie, którego ja nie lubię, bo w takich prysznicach podłoga jest pochyła i ciężko tam ustać. Inne dostosowania dla wózkowiczów nie szkodzą mi zupełnie 🙂

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Przeczytałam ciekawą książkę

Właśnie skończyłam czytać książkę Ireny Cieślińskiej: „Pomyleni – chorzy bez winy”. Nie, nie, pomyleni, to nie jest dyskryminujące określenie osób z niepełnosprawnością intelektualną. Książka dotyczy nietypowych chorób neurologicznych i rzadkich właściwości mózgów niektórych osób. Dowiedziałam się np., że jest coś takiego jak pika, czyli przymus jedzenia rzeczy niejadalnych, np. papieru. Albo istnieje też taka choroba (nazwy nie pamiętam), że człowiek jest wiecznie tak głodny, jakby umierał z głodu, bo ma uszkodzony obszar mózgu odpowiedzialny za uczucie sytości.

Przeczytałam też o zjawisku synestezji, tzn. widzenia np. dni tygodnia, liter i cyfr w kolorach. Wychodzi na to, że ja właśnie to mam. Od zawsze było tak, że cyfry miały swoje kolory, litery i dni tygodnia zresztą też. Na przykład siódemka jest zawsze niebieska, dwójka czarna, a czwartek zielony. To nawet ciekawe mieć takie wyobrażenia i nie zmieniły się one po utracie wzroku.

Opublikowano Dzień za dniem | 3 komentarzy

Deszcz przydaje się nie tylko do nawadniania roślin

Pisałam poprzednio, że wyjeżdżam do sanatorium. Jestem tu od środy. Zabiegów mam mnóstwo i czasem nawet nie ma jak wyjść na spacer, że już o robieniu rzeczy na studia nie wspomnę. Dziś cały dzień leje, więc przynajmniej po zabiegach, które skończyłam koło 14:00, trochę się pouczyłam i mam czas na zrobienie wpisu.

Jestem tu z Mamą i stwierdzam, że bardzo trudno byłoby mi tutaj poradzić sobie samej. Na zabiegach trzeba być punktualnie, odnajdować poszczególne pokoje i numery kabin, a używanie białej laski też jest trudne pomiędzy krzesłami, wózkami, kulami, chodzikami i tak dalej.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Niedorajda, czyli rozważań językowych ciąg dalszy

Jeżeli niedojda to ktoś, kto gdzieś nie dojdzie, to niedorajda to chyba ktoś, kto nie uczestniczy w rajdach. Ja byłam tylko na jednym rajdzie pieszym. W samochodowym nie uczestniczyłam, ani uczestniczyć nie będe z przyczyn oczywistych, no to kim jestem, jeśli nie uczestniczę w rajdach…?

Opublikowano Przemyślenia | Dodaj komentarz

Wiem skąd się wzięło słowo niedojda

Ten wpis będzie dotyczył mnie i tylko mnie. Nikogo innego nie mam tu na myśli.

Jutro wyjeżdżam do sanatorium, a Bryś poszedł dziś do mojej koleżanki na urlop. Wiem, wiem, mogę go wziąć, jestem, jak to się mówi, na prawie, ale uważam, że nie byłoby mu tam dobrze, a pracować też za wiele byśmy nie mogli. Kiedyś już chyba pisałam o tym dlaczego, więc powtarzać się nie będę.

W każdym razie dziś z pracy wraccałam już bez Brysia. Kolega mnie na przystanek odprowadził, ale nie mogłam już jechać każdym autobusem, który zmierza w stronę Woli, bo tylko od 136 trafię do domu z laską. Pomyślałam zatem: „Od 186 nie dojdę, od 414 nie dojdę, jednym słowem taka niedojda ze mnie”. I jeszcze przy okazji wyczaiłam ciekawostkę ortograficzną i  słowotwórczą: nie dojde piszę się rozdzielnie, a niedojda – łącznie. Poza tym, jest wyraz „niedojda”, ale już „dojdy” nie ma.

Tak czy siak, dobrze jest być „dojdą” i móc dojść tam, gdzie się chce.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Ja też znam panią z psem przewodnikiem

Dziś wracałam z uczelni. Jak zwykle wysiadłam z autobusu 105 przy Szpitalu  Wolskim na Kasprzaka i poszłam na przystanek o tej samej nazwie, tyle że już na ulicy Płockiej. Stałam sobie na tym przystanku, gdy nagle podeszła sympatyczna rodzinka. Synek chciał oczywiście pogłaskać psa, ale tata natychmiast poinformował go, że nie można, bo to pies w pracy. Wtedy synek zaczął czytać napisy na szorkach, ale widać było, że cierpi z powodu niemożliwości głaskania. Chciał  poznać imię psa, ale wtedy włączyła się mama z perswazją, że po imieniu też wołać nie można.

Synek obiecał mi solennie, że nie zawoła, więc zdradziłam mu imię, a on słowa dotrzymał, wyobraźcie sobie.

Wszyscy byli jacyś tacy sympatyczni, ciepli i życzliwi. Potem włączył się tata i powiedział, że on też zna panią z psem przewodnikiem, bo jest ochroniarzem w sklepie na Bielanach i pomagał tej pani robić zakupy. Zapytałam o kolor zwierzaka i trafnie zidentyfikowałam osobę oraz miejsce, w którym mieszka.

Gdy przyjechał autobus, rodzinka zapytała, czy mi pomóc. Nie narzucali się, gdy podziękowałam. Wsiedli nawet do tego samego autobusu, ale już nie rozmawialiśmy, bo byli bardziej z przodu niż ja.

Oby więcej takich rodziców i takich fajnych dzieciaków!

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Moje drugie imię Konduktor

Dzień dobryś wszystkim,

Doskonale wiecie, jak mam na imię – przedstawiać się nie muszę. Jednak mam jeszcze drugie, a może i trzecie imię. Asia ostatnio nazywa mnie Konduktor, ponieważ kiedy ona siedzi w autobusie, w tramwaju lub w metrze na pierwszym siedzeniu obok drzwi, ja bardzo lubię być przy drzwiach i patrzeć, kto wsiada, kto wysiada i w ogóle mieć wszystkich na oku. Często się zdarza, że pełnię swoje konduktorskie funkcje. Asia prawie zawsze siedzi przy drzwiach, bo  nie lubi chodzić po autobusie. Nie to, żeby była leniwa, tylko jej znacznie trudniej złapać równowagę niż mnie: w końcu ma tylko dwie nogi, a ja aż cztery 🙂

Siadamy tak sobie z brzegu i ja konduktoruję, a Asia pilnuje, żeby nikt mi na nic nie nadepnął. Śmieje sie też że ZTM powinien mi dopłacać za moje usługi.

Mógłbym jeszcze, na przykład, kasować zębami bilety, zwłaszcza, gdyby ZTM zmienił  ich formę z papierowej na, powiedzmy, kiełbasianą 😉 Marzenia…. Merdam przyjaźnie –

Brysiek – samozwańczy pracownik ZTM

Opublikowano Zejdźmy na psy | 2 komentarzy