O tym, jak straszyłam w metrze :)

Nie dalej jak wczoraj pędzę ja sobie do metra, bo chociaż do pracy mam tylko 4 przystanki, bezpośredni tramwaj jeździ dość rzadko. Dlatego zdarza mi się dojeżdżać czym popadnie tzn. tramwajem 6 lub 17 do metra Marymont i tam się przesiadać.
Pędzę więc sobie, najpierw przejście podziemne, później jeszcze jedne schody, bramki, drugie schody i peron. Dałam psu komendę „W lewo” i pędzimy, tacy rozpędzeni i rozbujani. Jeszcze tego nie słyszałam, że wjeżdża pociąg, ale biegłam, spokojnie, bo wiedziałam, że się na guzkach zatrzymamy, gdy nagle… przed samymi guzkami, kobieta zatrzymuje mnie takim szarpnięciem, które o mało nie zbiło mnie z nóg. Rozumiem ją, że mogła pomyśleć, że chciałam samobójstwo popełnić, ale z drugiej strony, jakby ją ktoś tak znienacka szarpnął, to też by się przestraszyła i mogła stracić równowagę. Powiedziałam jej to dość ostro, na co ona, że nie wiedziała, czy się zatrzymam. Chyba się trochę obraziła, bo później już znikła. Głupio mi potem przez pół dnia było.

Reklamy

Informacje o skrytkawitka

O mnie dowiecie się więcej na blogu
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzień za dniem. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s