Nie mogę pomóc, bo się śpieszę…

Wczoraj przydarzyła mi się taka oto sytuacja:

Wracając z kościoła, spotkałam, przy wyjściu z przejścia podziemnego, pewną panią, którą kojarzę, choć nie znam jej imienia. Ona mnie też oczywiście kojarzy, więc się przywitała, zapytała, czy już wracam i dodała, że ona na 11:00 idzie. Była chyba 10:45, więc zapytałam, czy mogłaby mi pomóc wejść po schodach. Ona na to, że nie, bo się śpieszy do kościoła. Rzeczywiście ze mną nie weszła, ale stała i póki nie weszłam, mówiła mi, ile mam jeszcze schodów. W sumie prawie wyszło na jedno, bo gdyby ze mną weszła, zejście zajęłoby jej może kilka sekund więcej.

Tak to owa pani straciła okazję do dobrego uczynku, choć w swoim mniemaniu jednak go zrobiła, bo pilotowała mnie słownie i wzrokowo. Tyle, że ja akurat zupełnie czegoś innego potrzebowałam.

Reklamy

Informacje o skrytkawitka

O mnie dowiecie się więcej na blogu
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dzień za dniem. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Nie mogę pomóc, bo się śpieszę…

  1. danuaria pisze:

    Dzisiaj zdarzyła mi się sytuacja odwrotna do opisanej. Wracając z nabożeństwa czerwcowego spotkałam koleżankę z chóru, idącą na mszę, która miała być po tym nabożeństwie. Mimo, że szłyśmy w przeciwnych kierunkach, wcale nie oczekiwałam od niej pomocy, a ona na dodatek była z rowerem, to specjalnie się ze mną wróciła aż do ruchliwego skrzyżowania, jeszcze dalej chciała ze mną iść. Nie wiem, czy potem zdążyła na mszę.
    Tak więc jak ktoś chce, to choćby nie wiem co, a jak ktoś nie chce, to też, choćby nie wiem co.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s