Buniorożec

DoBryś wieczór wszystkim,

Dziś chciałam się Wam pochwalić nowym przezwiskiem, jakie nadała mi Asia. Nazwała mnie „Buniorożec”, choć jako żywo rogów nie mam.

Przezwisko wzięło się stąd, że lubię trzymać i nosić moją ulubioną zabawkę w pyszczku i wtedy wyglądam, jak bym miała ryjek lub róg.

Zabawka nazywa się kong. Jest to gumowe coś o kształcie bałwana, takiego, jak lepią dzieci. Bałwanek jest pusty w środku, więc można go wypchać pysznym jedzonkiem, a potem smacznie i długo wylizywać. Jednak pusty też jest fajny. Bałwanek ma jedną sporą dziurę w podstawie, a drugą tam, gdzie szanujący się bałwan powinien mieć kapelusz ze starego garnka, tyle że ta druga dziura to właściwie dziurka, bo jest bardzo mała.

Noszę ja sobie tę zabawkę czasem trzymając ją zębami w poprzek, a czasem wzdłuż. Właśnie wtedy, gdy trzymam ją wzdłuż i albo jej szeroka, albo wąska część wystaje mi z pyszczka, wyglądam, jakbym miała róg lub ryjek.

I taki to ze mnie Buniorożec. Jednak pamiętajcie, że SkarBunią (oczywiście przez duże S i duże B) też jestem dla Asi.

Merdam przyjaźnie – Miłośniczka Zabawek

Reklamy
Opublikowano Zejdźmy na psy | Dodaj komentarz

Komedia „Najdroższy” i przy okazji trochę o teatrze

Wczoraj byliśmy z rodzinką na komedii jak w tytule. Nie wiem nawet, kto reżyserował, bo nie zdążyłam się tego dowiedzieć. Sztuka fajna – lekka łatwa, przyjemna i do śmiechu. Na szczęście dużo nie straciłam przez brak audiodeskrypcji, bo większość humoru opierała się na słowach, ale jednak tego sytuacyjnego, ruchowego też było trochę. Generalnie chodziło o to, że ubogi człowiek w Paryżu doniósł sam na siebie, że ma 60 mln Euro ukrytych zagranicą, w różnych krajach. A doniósł do urzędu skarbowego po to, żeby kobiety na niego zwracały uwagę. Rzeczywiście tak się stało. Po drodze były różne perypetie, a na końcu okazało się, że gość rzeczywiście jest bogaty, a inspektor skarbowy, który go kontrolował, przekwalifikował się na doradcę podatkowego.

Jednym słowem, miłe odstresowanie.

Sam budynek teatru natomiast, mimo że niedawno przeszedł gruntowny i długotrwały remont, dostępnością nie grzeszył. Było mnóstwo schodów i to takich o różnej wysokości stopni. Może była gdzieś jakaś winda lub pochylnia, ale moja rodzina nie zaobserwowała. Z ciekawostek: gdy fotel był podniesiony, to miał na krawędzi siedziska wytłoczony numer miejsca.

W samej sali było potwornie gorąco i duszno. Nie wiem, czy nie mają tam nijakiej klimatyzacji, czy może nie działa, czy wreszcie działa, ale nikt nie pomyślał, żeby ją uruchomić.

W sumie jednak wieczór miły i udany.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Zapowiedzi w radomskich auttobusach

Wczoraj pierwszy raz od dłuższego czasu jechałam radomskim autobusem MPK i ku mojemu miłemu zaskoczeniu usłyszałam w nim głosowe zapowiedzi przystanków. Kiedyś zapowiedzi były wypowiadane głosem kobiecym i poprzedzone gongiem jak do drzwi. Teraz mówi głos męski, a zapowiedź przystanku poprzedzona jest takim jakby akordem, tzn. następny przystanek zapowiadany jest bez dźwięku, ale zsama nazwa przystanku – już z dźwiękiem. Trochę mało wyraźnie było te zapowiedzi słychać, ale to pewnie dlatego, że działały dmuchawy z powodu upału. Generalnie zapowiedzi przypominały mi te bydgoskie. Niestety, nigdy nie spotkałam się z zapowiedzią zewnętrzną. Nie wiem, czy ich nie ma, czy nikt nie wpada na to, żeby je włączać.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Nie dość, że nie widzi, to pewnie jeszcze ćpunka….

Podejrzewam, że myśl jak w tytule zaświtała temu, kto był obecny na pewnym przystanku w ostatnią sobotę, o ile ktoś był tam obecny, bo tego nie jestem pewna z powodu hałasu.

Chociaż rzecz wydarzyła się w samo południe, wspomniana refleksja nie była wynikiem skwaru. Już mówię, o co chodzi.

Umówiłam się z kolegą z pracy na pewnym przystanku. Wcześniej byłam z Bunią u weta na kontroli uszu. Zabrałam ze sobą wszystkie strzykawki po leku, którym to napełniła je życzliwa pani weterynarz. Myślałam, że może jeszcze będą te strzykawki potrzebne. Na szczęście nie były. Miałam tylko podać dwie ostatnie dawki wieczorem i to wszystko, bo z uszami już ok.

I właśnie o te dawki cała sprawa. Czekając na przystanku, uświadomiłam sobie, że powinnam pprzełożyć worek ze strzykawkami do mniejszej kieszeni plecaka, bo zawartość dwóch ostatnich strzykawek może się wylać. Niestety złapałam worek jakoś tak, że strzykawki się posypały. Na szczęście wypadły mi same puste. Przez najbliższe 20 minut, które czekałam na kolegę, nikt nie podszedł, nie zapytał, czy w czymś pomóc, na jaki autobus czekam, ani nic z tych rzeczy. Może rzeczywiście nikogo nie było, a może…. No, jak w tytule….

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Mamo, ta pani jest ślepa…

Kilka dni temu szłam z psem na spacer: Bunia była na fleksi, a ja z białą laską.

Kiedy mijała mnie pani z pięcioletnim dzieckiem, usłyszałam okrzyk:

Mamo, zobacz, ta pani jest ślepa, bo ma taki patyczek…

Postanowiłam wkroczyć edukacyjnie i powiedziałam:

To prawda, ale „ślepa” to brzydkie słowo. Lepiej mówić, że pani nie widzi.

Nie pisałabym o tym pewnie, bo takich sytuacji jest mnóstwo, gdyby nie odpowiedź mamy: No widzisz, synku, pani usłyszała.

Nie wiem, czy ta pani myślała, że niewidomi nie słyszą. W sumie jest to dość prawdopodobne, ale mogło być też tak, że pani bardziej się przejęła tym, że ja usłyszałam, jak jej dziecko brzydko mówi, niż tym, że można by dziecko przy okazji nauczyć, jak powinno się zachować.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Może chociaż pani mi podziękuje!…

To było tak. Wracałam z pracy autobusem 136, więc wysiadałam na przystanku Grenady, gdzie jest bardzo niski chodnik i nawet z niskopodłogowego autobusu jest wysoko. Dlatego gdy Bunia zatrzymała się na krawędzi autobusu, ja szukałam poręczy na drzwiach, by dobrze sie ich złapać i wysiąść. W tym momencie usłyszałam cmokanie i Bunia mnie lekko wyciągnęła. Wysiadłam i z lekka straciłam równowagę, nie puściłam na czas drzwi i kiedy zaczęły się zamykać, wykręciły mi rękę. Nie było to jakieś straszne, ale ból dość przykry, bo to jakoś tak w ramieniu rękę wykręca. Nie da się tego równocześnie opisać, ale równocześnie z wysiadaniem mówiłam: „Proszę nie cmokać do psa, nie zaczepiać go”. Odpowiedź, jaką usłyszałam, prawie odebrała mi mowę ze zdziwienia; „Przecież ja pani pomagam, bo piesek nie chciał wyjść”.

  • Pomaga pani – odpowiedziałam – ale nie w ten sposób! Taka pomoc mi przeszkadza.
  • – Może pani mi chociaż podziekuje – odparła ta pomocowa geniuszka.
  • – Tak, za taką pomoc podziękuję, ale w tym sensie, że nie chcę z niej korzystać.
  • Drodzy przechodnie, wiem, że macie dobre intencje, ale włączcie choć odrobinę myślenia i wyobraźcie sobie, jak się może czuć osoba, która nie widzi niczego wokół siebie, a jest wyciągana z autobusu przez psa. A jeśli ta osoba ma jeszcze jakieś dodatkowe ograniczenia, czego przecież nie możecie wiedzieć, to rzecz robi się znacznie trudniejsza.
  • Zatem myślenie, myślenie i wyobraźnia, a poza tym nieobrażanie się, bo przecież sami w niebezpieczeństwie też byście krzyczeli na ludzi niekoniecznie sprawiedliwie. Warto też nie odchodzić w poczuciu krzywdy, tylko może zapytać, co zrobiłem źle i wyciągnąć wnioski na przyszłość.
    • Dla mnie wniosek z tej historii jest taki, że muszę być jeszcze bardziej czujna, bo ludzie mogą mieć takie pomysły, o jakich mi się nie śniło.
Opublikowano Dzień za dniem | 1 komentarz

Godna pochwały postawa Pani weterynarz

Dzień doBryś,

To znów ja, czyli Bunia. Niestety, ostatnio w moich uszach, zupełnie bez mojej zgody, zamieszkały drożdżaki. Stwierdziła to pani weterynarz, gdy ostatnio byłyśmy w lecznicy. Pewnie się zdziwicie, dlaczego Wam to opowiadam, bo to nic przyjemnego, gdy ktoś mi grzebie w uszach. To prawda, nie przepadam za takimi akcjami, ale muszę Wam powiedzieć, że Pani doktor zachowała się wspaniale. Gdy przepisała mi maść do ucha, sprawdziła, czy Asia będzie w stanie podać mi maść bezpośrednio z opakowania. Okazało się, że nie, więc Pani doktor poświęciła pół godziny, żeby podzielić całą zawartość opakowania na odpowiednie dawki, które nabrała do strzykawek. Teraz tylko Asia wkłada strzykawkę, robi jeden krótki „psik” i po bólu. Przyjemne to nie jest, ale da się wytrzymać. W sobotę mamy pójść na kontrolę i pewnie będzie już wszystko ok.

Merdam przyjaźnie –

Bunia, która coraz mniej trzepie uszami.

Opublikowano Zejdźmy na psy | 2 Komentarze