Grunt to naprawić błąd

Dziś rano, gdy jechałam do pracy, spotkała mnie taka przygoda. Zamyśliłam się w autobusie, a akurat nie gadał, więc zapytałam o przystanek. Pewna pani odpowiedziała mi, że następny będzie „Rondo Zesłańców Syberyjskich”. Zdziwiło mnie, że tak szybko, ale pomyślałam: „no, może… W sumie korków nie było”. Po ruszeniu z następnego przystanku, wstałam i skierowałam się do drzwi, bo przecież – jeśli Rondo Zesłańców – to po nim Szczęśliwicka. Gdy już stałam przy drzwiach, podeszła do mnie pani z wielkimi przeprosinami, że pomyliła przystanki i teraz będzie dopiero Parafialna, a ona mnie kojarzy i zwykle wysiadam dalej, więc może i teraz chcę dalej. Powiedziałam, że tak, a pani pomogła mi usiąść. Zaczęłyśmy rozmawiać oczywiście o psie, a na koniec jeszcze wyedukowałam panią, że nie musi mi na pożegnanie mówić „do usłyszenia”, tylko może normalnie „do widzenia lub do zobaczenia”.

Pomylić się każdemu zdarzy, ale grunt to naprawić swoją pomyłkę i jeszcze czegoś się przy tym nauczyć. Fajna postawa.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Ale tu z pieskami nie….

Wczoraj spotkałam się z błyskawiczną korektą zachowania. A było to tak:

Szłam na skróty takim zastępczym przejściem od al. Prymasa Tysiąclecia do ulicy Radziwie, bo właśnie przez Radziwie i Zawiszy prowadzi jedna z dróg z mojej pracy do domu. Szłam więc przez to przejście. Ono jest trochę trudne: podejście pod górkę, przejście nad torami, a potem trochę kręte i dość strome zejście i droga szutrowa. W każdym razie pośpieszyć trudno. Zaczynało padać i jak dopadłam do Radziwia, a potem do Zawiszy, deszcz już się rozkręcał. Wbiegłam do znajomej Piekarni Szwajcarskiej. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałam: „Ale tu z pieskami nie… A przepraszam, z takimi pieskami to można”. Okazało się, bo byłam w tej piekarni chyba z 15 minut, że owa pani jest w zastepstwie kogoś  i dlatego nas nie znała. Fajne było to, że błyskawicznie załapała o co chodzi. Brawo!

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Coolcafe to bardzo fajne miejsce

Nasz były kolega z pracy otworzył fajną lodziarnię z lodami, kawą goframi i naleśnikami na słodko. A tak tytułem wyjaśnienia kolega nie przestał być naszym kolegą, tylko przestał z nami pracować, stąd słowo „były”.

Właśnie ostatnio wybrałyśmy się tam z dwiema koleżankami z pracy. Daleko troche i przygody po drodze się zdarzyły, bo pewna pani pomyliła tramwaje: Powiedziała na,m, że to dziewiątka, a była to jedynka i trzeba było wracać kawałek. W końcu jednak dotarłyśmy do przystanku Wspólna Droga. Z przystanku do Coolcafe już bardzo niedaleko. Atmosfera w lokalu bardzo sympatyczna: a lody i kawa to same pyszności. A, zapomniałam, są też szejki, ale nie próbowałam, bo i tak zaszalałam: 4 gałki lodów to nie byleco.

Fajne miejsce i fajny wieczór.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Bardzo proste ciasto bananowe

Kiedyś zamieszczałam tu ciekawsze przepisy, które sama wypróbowałam. Wrócę teraz do tej tradycji i przedstawię bardzo prosty przepis na ciasto bananowe. Z przepisem zetknęłam się po raz pierwszy na warsztatach kulinarnych w Fundacji Vis Maior

Trochę zmodyfikowałam ten przepis, jeśli chodzi o ilość cukru i soli, bo smak musi być wyrazisty. A teraz do rzeczy:

4 banany kroimy drobno, a następnie rozgniatamy widelcem. Dodajemy do tego pół szklanki oleju i jedno jajko. Potem dodajemy cukier i sól. Ja daję tak 3 czwarte łyżeczki soli, a cukru – półtorej miarki o pojemności 100ml. Następnie dodajemy półtorej szklanki mąki i łyżeczkę sody oczyszczonej. Wszystko mieszamy łyżką. Wykładamy do blaszki np. wyłożonej papierem. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180C i pieczemy około 45 minut w tej temperaturze. Oczywiście po zakończeniu pieczenia sprawdzamy patyczkiem. Ja piekłam ciasto przy użyciu opcji pieczenia góra-dół z termoobiegiem.

Zapomniałam jeszcze dodać, że blaszka na taką ilość ciasta to keksówka, taka szersza i nie bardzo długa (niestety wymiaru nie pamiętam).

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

A nie miał kto pomóc?

Ostatnio rozmawiałam z kimś, nie ważne z kim, w każdym razie z człowiekiem na pewno wykształconym i do tego wykonującym tzw. zajęcie zaufania publicznego. Powiedziałam tej osobie, że w pewne miejsce nie mogłam danego dnia dotrzeć, a ona na to:

  • A nie miał kto pomóc?
  • Gdy wytłumaczyłam, że to z powodu pracy i konieczności samodzielnego dojechania w kilka innych miejsc, osoba zdziwiła się bardzo.
  • Cóż, kolejny raz przekonałam się, że niepełnosprawni są postrzegani jako ci, którzy wyłącznie potrzebują pomocy i ich jedynym problemem jest to, że tej pomocy nie mają. Dalszy wniosek jest taki, że całe ich życie powinno się kręcić wokół szukania takowej.
    • Oczywiście potrzebuję pomocy nie raz i nie dwa – na pewno częściej niż inni. Temu nie mogę zaprzeczyć i nawet zaprzeczyć nie chcę, bo nie mam zamiaru robić  z siebie jakiegoś nadsamodzielnego nadniewidomego, ale w moim życiu mam też wiele innych rzeczy, które robię, którymi się interesuję, i tak dalej.
Opublikowano Przemyślenia | 2 komentarze

Zachęcam do wsparcia szkolenia psów przewodników

Jeżeli zaglądacie na mojego bloga, wiecie, jak ogromnym wsparciem jest dla mnie Bryś – mój pies przewodnik. Jeśli chcecie, żeby więcej osób mogło otrzymać tak wspaniałą pomoc i przyjaciela, zachęcam do wsparcia internetowej zbiórki prowadzonej przez fundację, w której pracuję.

|A oto link:

 

http://www.pomagam.pl/piesprzewodnik

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Przeszłam przez środek żulerskiego spotkania

Dziś wieczorem podczas spaceru przeszłam przez sam środek zgromadzenia osiedlowych żulików. Myślę, że przynajmniej dwóch z nich dość często słyszę na tle brzęczenia butelek, a oni anonsują się łaciną podwórkową. Dziś grzecznie rozstąpili sie na obie strony ścieżki, kiedy przechodziłam z laską. Nie zdążyli jednak zabrać butelki, którą poturlałam laską niczym kijem hokejowym. Jeden też nie zdążył odejść na bok i oberwał nieco, ale złego słowa nikt mi nie powiedział. Chyba sprawdza się twierdzenie, że żulikowie znani i miejscowi rzadko bywają groźni.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz