Wspaniała wiadomość dla osób niewidomych i słabowidzących

Wczoraj w wiadomościach Radia Pogoda usłyszałam mniej-więcej taką rewelację:

W Poznaniu pojawi się ileś (nie pamiętam, ile), nowoczesnych autobusów komunikacji miejskiej. Potem nastąpiła lista wspaniałości, w jakie te autobusy są wyposażone – jakieś systemy chroniące środowisko i inne takie. Najlepsze jednak było to: A teraz wspaniała wiadomość dla niewidomych i słabowidzących…. Myślałam, że usłyszę o jakichś super systemach mówiących o przystankach i kierunku jazdy, czy może o kontrastowych wyświetlaczach dla słabowidzących, gdy tymczasem „wspaniała wiadomość” brzmiała: Przyciski w autobusach będą miały napisy w alfabecie brajla. Buhahaha. Może ktoś puścił przez pomyłkę wiadomość sprzed 20 lat, bo może wtedy byłaby to rewelacja.

Reklamy
Opublikowano Dzień za dniem | 2 Komentarze

Dlaczego dorośli piją kawę

Dziś dzień przedszkolaka i w Polskim Radiu był wywiad z przedszkolakami. Ponieważ program nazywa się „podwójne Espresso”, odpytano dzieci, dlaczego dorośli piją kawę. Otóż piją ją, żeby:

  • Nie być chorzy,
  • – Mieć siłę i
  • – Chodzić.
    • W takim układzie nie rozumiem tylko jednego: dlaczego tak kiepsko chodzę, skoro piję tyle kawy.
Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Fajny tata, a jednocześnie wzorcowy przechodzień

Pisałam już nieraz, że nie lubię duchów, czyli takich ludzi, którzy jakoś próbują mnie wyminąć bezgłośnie, a raczej bezsłownie, ja nie zawsze słysze, z której strony. I właśnie z takimi duchami nieraz sie zderzam. Ostatnio jednak już conajmniej dwa razy spotkałam takiego tatę z synem, który – kiedy mnie mija – mówi: mijamy panią po lewej. Równocześnie też poleca synkowi, żeby szedł lub jechał na rowerku ostrożnie, bo „pani ciebie nie może zobaczyć, więc ty patrz i uważaj”.

Gratuluję wrażliwości i szybkiego refleksu.

Opublikowano Dzień za dniem | 2 Komentarze

Nieplanowane spotkania są najlepsze

Miniony tydzień upłynął mi pod znakiem niespodziewanych i nieplanowanych spotkań.

Pierwsze z nich było planowane, ale na zasadzie: „może jakoś, kiedyś…”. Chodziło o to, że moja przyjaciółka z Sanoka wybierała się do mnie kilka lat, a w końcu w ciągu trzech dni udało się wszystko dogadać, zorganizować i nareszcie mnie odwiedziła. Dorota w swoim domu wynajmuje mieszkania dla turystów przyjeżdżających do Sanoka, więc tym bardziej to niesamowite, że się wszystko udało. Wspaniałe były te 3 dni, choć zleciały bardzo szybko. Pojeździłyśmy trochę po Warszawie i w miarę skromnych możliwości robiłam za ślepego GPSa.

Drugie spotkanie już było bardziej realne, bo odwiedziła mnie koleżanka z pracy. Ciekawe jest tylko to, że kiedyś, jak próbowałyśmy się umówić na pogaduchy i konsumpcję kaszy manny, to zajęło nam to kilka tygodni. Tym razem potrzebowałyśmy pięciu minut, żeby się dogadać i wyszła z tego całkiem fajna babska posiadówka z naleśnikami usmażonymi przez Dorotę z Sanoka, która niestety pojechała dzień wcześniej.

Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

A jak on pracuje na komputerze?

Wczoraj postanowiłam wybrać się do kolegi na lody, a że droga tramwajem długa, to i okazji do różnych rozmów i obserwacji było trochę. Oto jeden z dialogów z dzieckiem:

  • Czy mogę pogłaskać pieska?
  • – Nie, nie możesz, bo piesek pracuje i jeśli go pogłaszczesz, to przestanie uważać na swoją pracę i może się coś złego stać.
    • – Tak? A jak on pracuje na komputerze? To chyba kolejny znak czasów, że dzieciom praca kojarzy się tylko z komputerem. Później oczywiście wytłumaczyłam, na czym polega praca mojego psa i że z komputerem nie ma nic wspólnego.
Opublikowano Dzień za dniem | Dodaj komentarz

Zwykle nie opisuję snów, ale…

ak, jak w tytule: sny opisywałam na starym, klangowym blogu, a tutaj raczej już nie. Jednak dwa, które przyśniły mi się w ciągu ostatnich dwóch tygodni, były tak absurdalne, że je opiszę.

 

Pierwszy wiąże się niewątpliwie z książką „Czara wyroczni”, którą właśnie skończyłam czytać. Jest to powieść historyczna z czasów Ludwika XIV, z elementami fantastyki. A przyśniło mi się, że król Ludwik siedział na tronie, miał przy sobie ogromny plik kartek wydrukowanych z komputera, a rzecznik dworu podał oficjalną wiadomość, że Król Słońce ma kłopoty finansowe i nie odpowiada na maile. Co ciekawe, sen jest tyleż absurdalny, co prawdziwy, bo na pewno Ludwik XIV przy swoim zamiłowaniu do zbytku i licznych kochankach miał kłopoty finansowe, a na maile też z pewnością nie odpowiadał, bo nie miał szans.

 

Drugi sen był zdecydowanie bardziej współczesny. Śniło mi się, że dostałam nowego psa przewodnika o imieniu jednego z psów, które przekazaliśmy w tym roku. Niestety psiak był taki mały, że nie dało się dla niego dobrać szorek, dlatego woziłam go w wózku z supermarketu. Szkoda, że nie przyśniło mi się, w jaki sposób w tej sytuacji on mnie prowadził, bo to mogłoby być bardzo interesujące, a kto wie, może odkrywcze 🙂

Opublikowano Dzień za dniem | 4 Komentarze

Gdzie jest koniec kolejki?… Czyli o tym, że nie chce się wpychać.

Pewnie już o tym kiedyś pisałam, bo niezmiennie głupio się czuję w takiej sytuacji. Ale już mówię, o co chodzi.

Wchodzę sobie do sklepu z ladą i pytam: „Gdzie jest koniec kolejki?”, a ludzie zamiast mi po prostu powiedzieć, to mnie przepuszczają. Nieraz tłumaczę, że chcę tylko porządnie stanąć w kolejce, a nie być obsługiwana poza kolejnością, tylko trzeba mi powiedzieć, gdzie mam stanąć. Dziś właśnie – w dużej, dobrej i przyjaznej piekarni – takie tłumaczenie zadziałało, choć pani na początku rzuciła się mnie przepuszczać.

Opublikowano Dzień za dniem | 1 komentarz